Nauka z perspektywy etyki klasy „Laborem exercens” a odpowiedzialność społeczna

Moralny koszt alternatywny, humanitaryzm, redystrybucja środków finansowych

Nauka jest poszukiwaniem prawdy, a nie konkursem na najdroższy eksperyment



Mirosław Zabierowski, Maria Kamińska


Streszczenie:

Tekst podejmuje problem etycznego uzasadnienia wydawania ogromnych sum pieniędzy na kosztowne graniczne eksperymenty fizyczne, takie jak obserwatorium neutrin na Antarktydzie, w sytuacji, gdy miliony ludzi, w tym dzieci, cierpią z powodu skrajnego ubóstwa. Odwołując się do etyki katolickiej i filozofii Karola Wojtyły, wskazujemy, że godność człowieka, ochrona życia i zaspokojenie podstawowych potrzeb, powinny być ważniejsze niż absolutnie graniczne doświadczalne przedsięwzięcia naukowe na biegunie, nawet jeśli są (w tej cywilizacji akurat błędnie) uważane za prestiżowe.

Każdy wydatek publiczny wiąże się z kosztem alternatywnym, dlatego należy rozważyć, czy przeznaczone na badania środki nie przyniosłyby większych korzyści, gdyby wykorzystano je na pomoc humanitarną.

Ekstremalna nauka doświadczalna nie ma żadnego usprawiedliwienia dla obojętności wobec możliwego do ograniczenia ludzkiego cierpienia.

Druga część tekstu krytykuje utożsamianie postępu naukowego z rozbudową infrastruktury aparaturowej, doświadczalnej, wręcz granicznej i z gromadzeniem coraz większej ilości danych ewidentnie ekstremalnych, granicznie nieużytecznych dla ochrony człowieczej godności.

Wskazujemy, że doświadczenie, pomiar nie jest tym samym co rozumienie świata, a ekstremalnie kosztowny eksperyment nie musi prowadzić do przełomowego odkrycia. Podkreślamy znaczenie pracy teoretycznej, teorio-systemowej, cybernetycznej, matematycznej, w duchu metodologii nauk (filozofii nauki), która pozwala interpretować istniejące wyniki, odkrywać zależności i formułować nowe koncepcje bez ponoszenia ekstremalnych nakładów finansowych.



W trzeciej części rozwijamy postulat zmiany sposobu finansowania nauki. Krytykujemy system, który często premiuje pyszne, wielkie, kosztowne projekty i który niedostatecznie docenia samodzielne myślenie, oryginalność koncepcji i wartość argumentacji.



Proponujemy, aby przed finansowaniem kolejnych urządzeń i eksperymentów dokładnie oceniać ich rzeczywistą potrzebę, przewidywane korzyści z punktu widzenia człowieczego losu oraz możliwość osiągnięcia dużo głębszych i bardziej podstawowych celów poznawczych mniejszym kosztem. Jednocześnie zaznaczamy, że nie wszystkie eksperymenty są zbędne i że dane empiryczne nadal odgrywają ważną rolę w nauce.



Twierdzimy, że nauka powinna służyć poznawaniu prawdy i pogłębianiu rozumienia rzeczywistości, a nie rywalizacji na wielkość budżetów i skalę przedsięwzięć. Jej wartość nie zależy od ilości wydanych pieniędzy, lecz od znaczenia osiągniętych rezultatów. Rozwój nauki musi iść w parze z odpowiedzialnością społeczną, sprawiedliwym podziałem ograniczonych zasobów oraz troską o ludzi, których podstawowe potrzeby pozostają niezaspokojone. Najważniejsze jest zatem nie samo zdobywanie kolejnych danych, ale umiejętność ich właściwego zrozumienia i wykorzystania.



Słowa kluczowe: sprawiedliwość społeczna, godność człowieka, etyka społeczna, solidarność międzyludzka, walka z ubóstwem, nierówności społeczne, podział zasobów publicznych, hierarchia potrzeb społecznych, dobro wspólne, priorytety społeczne, finansowanie nauki, społeczna odpowiedzialność nauki, prawa człowieka, dobrobyt społeczny, odpowiedzialność państwa za obywateli, etyka wydatków publicznych, wartość społeczna badań naukowych, krytyka konsumpcjonizmu i prestiżu, walka z wykluczeniem społecznym, prymat potrzeb ludzkich nad prestiżem instytucjonalnym





I.

1.Czy etyczne jest wydawanie miliardów na policzenie neutrin na Antarktydzie, gdy dzieci głodują?
Z etycznego, katolickiego, wojtyłowskiego, punktu widzenia można sformułować bardzo poważną krytykę finansowania tak wielkich eksperymentów fizycznych w sytuacji, gdy miliony ludzi nie mają dostępu do wystarczającej ilości żywności. To argument o hierarchii ludzkich potrzeb, odpowiedzialności za dostępne zasoby i moralnych kosztach naszych priorytetów w cywilizacji jednak nieetycznej. Przyjrzyjmy się temu krytycznie, bez zakładania, że samo hasło „rozwój nauki” – bez analizy naukowej - automatycznie usprawiedliwia każdy wydatek.



Zjawia się argument podstawowy – prymat człowieczej godności. - W rozumieniu wszystkich polskich encyklik i homilii, w tym bł. J. Popiełuszki (JP), kapelana S, których słuchać przychodzili pracownicy milionami, w rozumieniu całej dekady popiełuszkizmu 1980 – 89, całego systemu społ. ekon. JPII/JPS, najpierw należy chronić życie i zdrowie. Niezaspokojone podstawowe potrzeby ludzi stawiają pytania: po co rozwijać badania, zresztą wcale nie fundamentalne? Dziecko, które cierpi z powodu niedożywienia, potrzebuje jedzenia, czystej wody, opieki medycznej i bezpieczeństwa. Eksperyment badający neutrina ma natomiast przede wszystkim dostarczyć wiedzy o czymś, co i tak wiemy od lat 60. - Żywność zaspokaja potrzebę natychmiastową, bezpośrednio związaną z przeżyciem i rozwojem.

- Badania zaspokajają potrzebę poznawczą, ale one nie są wcale podstawowe, korzyści bywają zerowe, granicznie odległe; nie niepewne i trudne do przewidzenia, ale żadne.

Z perspektywy społecznej etyki wojtyłowskiej, klasy „Laborem exercens”, która ocenia działania przez ich skutki, pojawia się trudne pytanie: skoro część środków można przeznaczyć na ratowanie ludzkiego życia, to jak uzasadnić przeznaczanie ich na eksperyment, którego praktyczne zastosowania nie to, że mogą nigdy nie powstać, ale na pewno nigdy się nie zjawią.

Jeżeli wydatek naukowy ma niewielką przewidywaną korzyść dla ludzi, a alternatywne wykorzystanie tych samych pieniędzy może skutecznie zapobiec śmierci lub trwałemu uszczerbkowi na zdrowiu, moralny ciężar uzasadnienia spoczywa na zwolennikach tego wydatku. - Nie wystarczy powiedzieć: „bo to ciekawe”.

2. W rozumieniu „systemu społ.ekon. JPII/JPS kontra esbecjonizm” niezbędny jest argument o moralnym koszcie alternatywnym. Każda decyzja o wydaniu pieniędzy oznacza rezygnację z innych możliwości. W nauce ekonomii i etyce nazywa się to kosztem alternatywnym. Przykład stanowi obserwatorium neutrin na biegunie południowym. Miliardy utrzymanie instalacji, a wg UNICEF w 2025 roku 36 mln dzieci poniżej piątego roku życia w 23 krajach cierpiało z powodu ostrego niedożywienia. Te dane prowadzą do niewygodnego pytania, ile ludzkiego cierpienia moglibyśmy ograniczyć, gdyby część środków przeznaczanych na kosztowną aparaturę badawczą skierować na skuteczną pomoc żywnościową? Nie da się uczciwie odpowiedzieć na to pytanie samym przeliczeniem dolarów na posiłki. Pomoc wymaga logistyki, personelu, dostępu do zagrożonych regionów i trwałych rozwiązań. Nie każda przekazana kwota rzeczywiście dociera do potrzebujących. Jednak trudność organizacyjna nie unieważnia moralnego obowiązku porównania dostępnych możliwości.

3. A gdzie pieniądze przynoszą najwięcej dobra? Jeżeli określona suma może albo sfinansować kolejną część eksperymentu, który nie ma żadnego znaczenia dla ochrony życia, albo skutecznie zapobiec ciężkiemu niedożywieniu, należy porównać przewidywane skutki obu decyzji. Gdy pomoc humanitarna daje znacznie większą korzyść w postaci uratowanego życia i zmniejszenia cierpienia, finansowanie badań powinno ustąpić jej pierwszeństwa, przynajmniej w zakresie środków, które można realnie przesunąć.

a) A gdzie etyka obowiązku? - Człowiek nie jest mniej ważny niż policzenie neutrin. W duchu filozofii dekady popiełuszkizmu można argumentować, że człowieka należy traktować jako cel sam w sobie, a nie tylko jako element kosztów społecznych. Nie oznacza to obowiązku porzucenia nauki, zresztą pytanie: jakiej nauki?, lecz jest to sprzeciw wobec systemu wartości, w którym prestiż poznawczy może usprawiedliwiać obojętność na możliwe do uniknięcia ludzkie cierpienie.

b) To mamy zamknąć sprawiedliwość społeczną? Czyje potrzeby są finansowane? - Zamożne społeczeństwa potrafią mobilizować ogromne środki na przedsięwzięcia pseudo-naukowe, które dają pusty prestiż i intelektualną pychę, jako satysfakcję osób nieetycznych. Tymczasem podstawowe potrzeby ludzi żyjących w skrajnym ubóstwie pozostają niezaspokojone. Można zatem krytykować nie tylko pojedynczy eksperyment, ale również system priorytetów, który nie gwarantuje minimalnych warunków godnego życia wszystkim ludziom.

4. Nauka nie może być moralnym alibi. Sformułowanie „nie wiemy, jakie korzyści przyniesie to odkrycie” jest prawdziwe w odniesieniu do wielu badań podstawowych, ale nie w przypadku liczenia neutrin. Nie stanowi samo w sobie wystarczającego usprawiedliwienia dowolnego wydatku.

Oczywiście, badania neutrin mogą pomóc nam zrozumieć jakieś źródła promieniowania, ekstremalne zjawiska, ale już nie fundamentalne prawa fizyki. Wiedza ta nie może mieć długofalowej wartości, nie prowadzi bezpośrednio do nowej technologii. Korzyści są żadne, nie „niepewne”, więc potrzebujemy kryteriów wyboru:

- Czy projekt odpowiada na pytanie, którego nie można równie dobrze zbadać taniej?

- Czy dodatkowe finansowanie jest niezbędne, czy tylko poprawia komfort i zakres badań?

- Czy jego oczekiwana wartość poznawcza uzasadnia koszty?

- Czy państwo i instytucje finansujące równocześnie podejmują wystarczające działania wobec możliwego do uniknięcia głodu?

Nie można uznać, że każdy eksperyment jest moralnie uzasadniony tylko dlatego, że produkuje wiedzę, zresztą wcale nie tak potrzebną. Takie rozumowanie prowadziłoby do absurdu: nie istniałaby żadna granica wydatków na poznanie, nawet gdyby podstawowe potrzeby milionów ludzi pozostawały zaniedbane.

5. Można twierdzić, że przyszłe budżety publiczne i inne powinny być inaczej ustalane. Dużą część finansowania należy przesunąć. Społeczeństwa powinny najpierw zagwarantować odpowiedni poziom pomocy humanitarnej, zanim zwiększą nakłady na przedsięwzięcia o ekstremalnie odległych i żadnych (zerowych, a nie „niepewnych” korzyściach). Chodzi o odpowiedzialność instytucji i społeczeństw za sposób podziału ograniczonych zasobów.

6. Moja krytyczna ocena jest następująca: finansowanie zliczeń (a nie badań) neutrin jest moralnie dopuszczalne, ale nie jest moralnie uprzywilejowane tylko dlatego, że służy nauce wadliwie rozpoznawanej. Jeżeli podstawowe potrzeby żywnościowe pozostają niezaspokojone, a dostępne środki mogłyby skutecznie ratować życie, uzasadnione jest wymaganie od instytucji finansujących nie tyle naukę, ile zliczanie, znaczniejszego douczenia się tego, czym jest nauka. Czegoś więcej, niż mocniejszego uzasadnienia swoich priorytetów. Nie wynika z tego, że należy zlikwidować fizykę fundamentalną, ale to nie jest nic fundamentalnego. Finansowanie błędnie rozumianej nauki nie powinno być rozpatrywane w oderwaniu od zobowiązań wobec ludzi znajdujących się w skrajnej potrzebie. Najbardziej przekonująca krytyka nie brzmi zatem: „wydawanie pieniędzy na neutrina jest zawsze złe w społeczeństwach pełnych dostatku”. Brzmi: W świecie, w którym można finansować ambitne chcenia (nie tyle badania, ile chcenia) nad cząstkami docierającymi z odległych zakątków, a jednocześnie nie zapewnia się wszystkim dzieciom wystarczającej ilości jedzenia, problemem etycznym jest nie tylko brak pieniędzy, lecz także sposób, w jaki ustalamy, na co zasługują nasze wspólne zasoby. To zarzut skierowany przeciwko hierarchii priorytetów, a nie przeciwko samej ciekawości poznawczej. Pozostaje pytanie, które powinno towarzyszyć każdej decyzji budżetowej: jaki poziom ludzkiego cierpienia uznajemy za niedopuszczalny i czy rzeczywiście robimy wszystko, co rozsądnie możemy zrobić, aby go ograniczyć.



II)

1)Nauka nie potrzebuje miliardów. Potrzebuje myśli. - Najgłębszy problem współczesnej nauki nie polega na żadnym niedostatku danych, aparatury czy możliwości prowadzenia kolejnych eksperymentów. Polega na tym, że zbyt często utożsamiamy poznanie z produkowaniem wyników empirycznych, a postęp z rozbudową infrastruktury badawczej. Tymczasem doświadczenie nie jest tym samym co rozumienie, pomiar nie jest wyjaśnieniem, a coraz dokładniejsza obserwacja nie gwarantuje głębszego poznania.

2) W fizyce – wcale nie fundamentalnej - szczególnie wyraźnie widać, jak łatwo ogrom przedsięwzięcia materialnego może przesłonić zasadniczy cel nauki. Możemy budować detektory na Antarktydzie, konstruować aparaturę o niewyobrażalnej czułości i wydawać setki milionów dolarów na rejestrowanie śladów cząstek docierających do Ziemi z odległych zakątków. Możemy zdobywać kolejne porcje danych, udoskonalać statystyki i przesuwać granice pomiaru. Ale pozostaje pytanie: czy wraz z tym wszystkim rzeczywiście proporcjonalnie wzrasta nasze rozumienie rzeczywistości?

3) Nauka nie jest konkursem na najdroższy eksperyment. Jest poszukiwaniem prawdy.

4) Jeżeli najważniejsze obserwacje zostały już dokonane, a podstawowe prawidłowości empiryczne są dostatecznie dobrze rozpoznane, kolejnym krokiem nie musi być budowa jeszcze większego detektora. Może nim być praca teoretyczna: poszukiwanie spójności, badanie matematycznych konsekwencji przyjętych założeń, odkrywanie ukrytych struktur, formułowanie nowych zasad i wykazywanie, że to, co dotąd wydawało się zbiorem osobnych faktów, wynika z głębszego porządku.

5) Nie oznacza to, że empirię można po prostu zastąpić spekulacją. Oznacza, że empiryczne potwierdzenie nie wyczerpuje procesu poznania. Dane stają się naukowo płodne dopiero wtedy, gdy umysł potrafi nadać im sens.

6) Największe osiągnięcia naukowe niejednokrotnie rodziły się bez rozbudowanej infrastruktury, bez zespołów liczących setki osób i bez budżetów, które mogłyby konkurować z wydatkami na wielkie cele humanitarne. Wystarczały kartka papieru, ołówek, skupienie i umysł zdolny dostrzec konieczność tam, gdzie inni widzieli jedynie zbiór faktów. Niekiedy wystarczała odwrotna strona starej koperty. Nie chodzi o romantyczny mit samotnego geniusza ani o twierdzenie, że każda wielka teoria może powstać bez współpracy czy doświadczenia. Chodzi o przywrócenie właściwych proporcji. Materiałowe koszty poznania nie są miarą jego głębi, a rozmiar aparatury nie jest miarą wielkości idei.

7) Etyczny problem wydawania ogromnych pieniędzy na eksperymenty – teraz neutrinowe - nie sprowadza się do prostego przeciwstawienia nauki głodującym dzieciom. Jest szerszy. Szerszy, nie poważniejszy. Dotyczy pytania, czy wspólnota naukowa odpowiednio rozdziela środki między zdobywaniem kolejnych danych a rozwijaniem zdolności ich rozumienia. Dotyczy tego, czy prestiż wielkich przedsięwzięć nie wypiera cichszej, mniej widowiskowej pracy intelektualnej, w tym matematycznej. Dotyczy również tego, czy instytucje finansujące naukę potrafią docenić badacza, którego najważniejszym narzędziem jest rozumowanie, a którego rezultatem nie będzie nowa instalacja, lecz dowód, twierdzenie albo koncepcja zmieniająca sposób myślenia o świecie.

8) Jeżeli możemy rozwijać teorie, pogłębiać rozumienie znanych zjawisk i poszukiwać nowych struktur pojęciowych bez ponoszenia kolejnych olbrzymich kosztów materialnych, powinniśmy traktować tę możliwość jako rzeczywistą alternatywę, a nie jako ubogiego krewnego eksperymentalnej nauki. Finansowanie nauki intelektualnej, a nie empirycznej (w tym matematyki i fizyki teoretycznej), nie powinno być resztką pozostającą po opłaceniu wielkich urządzeń. Powinno wynikać z samodzielnej oceny wartości intelektualnej, jaką może przynieść praca nad teorią.

9) W świecie, w którym dzieci cierpią z głodu, uzasadnienie dla każdego wielkiego wydatku publicznego musi być szczególnie wymagające. Nie wystarczy powołać się na prestiż, rozmach, nieokreśloną obietnicę przyszłych korzyści, wręcz zerowych korzyści. Trzeba zapytać, czy dany wydatek jest rzeczywiście niezbędny, czy jego cele można osiągnąć inaczej i czy dodatkowa wiedza, którą ma przynieść, jest warta kosztu alternatywnych możliwości.

10) Najważniejszym zadaniem nie jest dziś samo zwiększanie danych empirycznych, możliwości obserwowania, detekcji, lecz zwiększanie naszych możliwości rozumienia świata. To dwa odmienne przedsięwzięcia, choć mogą się wzajemnie wspierać.

11) Nauka potrzebuje eksperymentów wtedy, gdy bez nich nie może rozstrzygnąć istotnych pytań. Nie potrzebuje jednak kultu eksperymentu. Potrzebuje aparatury tam, gdzie jest ona konieczna, i wolności intelektualnej tam, gdzie postęp rodzi się z rozumowania. Potrzebuje instytucji, które potrafią finansować nie tylko to, co kosztowne i widowiskowe, ale również to, co trudne, abstrakcyjne i niewidoczne dla publiczności. Bo ostatecznie nie chodzi o to, ile „materii” potrafimy zgromadzić wokół pytania. Chodzi o to, czy potrafimy znaleźć odpowiedź. Świat nie staje się bardziej zrozumiały dlatego, że wydaliśmy na jego badanie więcej pieniędzy. Staje się bardziej zrozumiały wtedy, gdy ktoś potrafi pomyśleć o nim coś prawdziwego, a to różnica.



III)

1)Mamy dziś absolutny nadmiar danych doświadczalnych i dotkliwy niedomiar nauki w jej najgłębszym sensie: jako teorii wiedzy, zdolności rozumienia, odkrywania zasad i wyprowadzania konsekwencji z tego, co już wiemy.

2) Zgromadziliśmy niewyobrażalne ilości obserwacji, pomiarów i wyników eksperymentów. Potrafimy rejestrować zjawiska z precyzją, o której wcześniejsze pokolenia mogły jedynie marzyć. A jednak mnożenie danych nie prowadzi automatycznie do proporcjonalnego wzrostu rozumienia. Można wiedzieć coraz więcej o coraz większej liczbie szczegółów, a zarazem nie posuwać się naprzód w najważniejszych kwestiach poznawczych.

3) Nie brakuje nam już przede wszystkim danych. Brakuje nam nauki zdolnej nadać im sens.

4) Zasób zgromadzonej wiedzy empirycznej jest tak ogromny, że może stanowić materiał dla wielu pokoleń badaczy. W licznych dziedzinach mamy do dyspozycji wyniki, których pełne przeanalizowanie, uporządkowanie, zrozumienie i włączenie w spójne struktury teoretyczne będzie zadaniem na dziesięciolecia, a być może na stulecia. Tymczasem nadal postępujemy tak, jakby kolejnym wielkim wydatkom na aparaturę towarzyszyła z konieczności równie wielka zdobycz intelektualna. Jakby odpowiedzią na każdy niedostatek wiedzy musiało być nowe urządzenie, większy detektor, kolejny eksperyment i następny miliard dolarów.

5) Trzeba odwrócić tę logikę. Potrzebujemy nauki, która nie zaczyna od pytania, ile „środków” (pieniędzy) można zgromadzić, lecz od pytania, ile można zrozumieć. Nauki, której głównym narzędziem nie jest kosztowna infrastruktura, ale rozumowanie. Nauki uprawianej na …papierze; w dowodach z zakresu metodologii nauk/filozofii nauki, w tym w matematycznych dowodach, w analizie pojęć, w budowaniu teorii, w poszukiwaniu sprzeczności i w wyprowadzaniu konsekwencji z przyjętych zasad.

6) Papier nie jest symbolem nauki gorszej niż obserwatoria za miliardy. Jest miejscem, w którym może dokonywać się praca intelektualna o fundamentalnym znaczeniu. Na kartce można wykazać, że założenia prowadzą do sprzeczności. Można odkryć związek między pozornie odległymi twierdzeniami. Można zbudować nowy język opisu, znaleźć nieznaną wcześniej strukturę matematyczną albo dowieść, że problem uważany za nierozwiązywalny daje się rozwiązać. Nie potrzeba do tego miliardów dolarów. Potrzeba talentu, wiedzy, czasu, skupienia i warunków, które pozwalają myśleć.

7) Dlatego należy zmienić sposób, w jaki rozdzielamy prestiż i środki w nauce. Powinniśmy szczególnie doceniać tych badaczy, którzy nie domagają się gigantycznych budżetów, lecz proszą o możliwość samodzielnej pracy, dostęp do literatury, skromne wynagrodzenie i czas potrzebny do rozwijania idei. Przez przypadek ujawniono śmieszny projekt profesor Uniwersytetu Ekonomicznego, w efekcie zaoszczędzono 670 milionów zł, za głupoty zapłacono 200 tys. zł. Rady naukowe nie cenią naukowców, którzy potrafią postawić ambitny problem teoretyczny bez rozpoczynania od projektu wielkiej instalacji. Naukowców, dla których najważniejszym rezultatem nie jest liczba zgromadzonych danych ani wielkość zespołu, ale siła argumentu, oryginalność koncepcji i wartość uzyskanego wyniku. Wyobraźmy sobie finansowanie pracy naukowej za sto dolarów zamiast za miliard. Nie jako dosłowne twierdzenie, że każda dziedzina i każde odkrycie powinny kosztować tyle samo, lecz jako radykalną zmianę perspektywy: najpierw pomysł, potem uzasadnienie, a dopiero na końcu rachunek. 8) Jeśli uczony potrzebuje kartki papieru, biblioteki i kilku miesięcy spokojnej pracy, nie powinien być traktowany jako mniej wartościowy od przedsięwzięcia wymagającego ogromnych nakładów. Jeżeli jego rozumowanie jest głębokie i poprawne, jego dorobek może mieć większą wartość intelektualną niż lata kosztownych doświadczeń, które nie prowadzą do istotnego postępu teoretycznego. Sto dolarów nie jest tu ceną prawdy. Jest symbolem nauki, której możliwości nie są proporcjonalne do jej budżetu. Nie oznacza to, że wszystkie eksperymenty są zbędne albo że dane empiryczne utraciły znaczenie. Oznacza coś innego: eksperyment powinien być narzędziem odpowiadającym na rzeczywistą potrzebę poznawczą, a nie miejscem zaspakajania pychy, domyślnym sposobem wykazywania, że nauka się rozwija.

9) Nowe pomiary nie powinny automatycznie otrzymywać pierwszeństwa przed pracą, która próbuje zrozumieć to, co już zostało zaobserwowane. W przeciwnym razie powstaje niebezpieczna asymetria. Wielkie projekty łatwo uzasadniają swoje istnienie przez sam rozmach, liczbę uczestników, techniczną złożoność i skalę finansowania. Praca naukowa, teoretyczna, musi natomiast często bronić swojej wartości, zanim jeszcze zdąży przynieść wynik. Instytucje mogą przez to premiować przedsięwzięcia, które potrafią wykazać potrzebę kolejnych nakładów, a niedostatecznie wspierać ludzi, którzy próbują zmienić sposób myślenia o problemie.

10) Potrzebujemy zatem innej polityki naukowej: takiej, która finansuje myślenie, zanim sfinansuje kolejną maszynę; która pozwala rozwijać ambitne teorie bez konieczności tworzenia wielkich struktur organizacyjnych; która nie myli kosztu z wartością ani skali przedsięwzięcia z głębią poznania.

11) W świecie, w którym dzieci nadal głodują, ten postulat ma wymiar fundamentalny, podstawowy dla przetrwania cywilizacji. Każdy ogromny wydatek powinien być uzasadniony nie tylko możliwością osiągnięcia nowego wyniku, lecz także pytaniem, czy lepszego (a nie tego samego) celu nie można osiągnąć taniej, czy środki nie przyniosłyby większego pożytku gdzie indziej. W rozumieniu wojtylizmu rozwijanie nauki nie zwalnia nas z odpowiedzialności za ludzi. Przeciwnie, wymaga szczególnej odpowiedzialności, ponieważ środki przeznaczone na poznanie są również środkami, których nie można w tym samym czasie wykorzystać na inne cele. Nie potrzebujemy mniej ambicji naukowej. Potrzebujemy innej ambicji: mniej zainteresowanej rozmiarem przedsięwzięć, a bardziej jakością myślenia; mniej uzależnionej od kosztownych narzędzi, a bardziej od odwagi intelektualnej; mniej skupionej na produkowaniu nowych danych, a bardziej na odkrywaniu tego, co z już posiadanej wiedzy w katalogach danych rzeczywiście wynika.

12) W rozumieniu polskich encyklik, najwyższy czas, aby nauka ponownie stała się przedsięwzięciem umysłu, a nie przede wszystkim przedsięwzięciem kapitału. Potrzebujemy uczonych, którzy potrafią pracować za sto dolarów, ponieważ do postawienia właściwego pytania nie potrzebują miliarda. Potrzebujemy instytucji, które umieją rozpoznać wartość takiej pracy, zanim pojawi się spektakularny rezultat. I potrzebujemy odwagi, by powiedzieć, że w pewnych obszarach dalszy postęp może zależeć nie od tego, ile jeszcze zbudujemy, lecz od tego, czy wreszcie nauczymy się myśleć na miarę danych, które już posiadamy.



Bo najdroższa nauka nie musi być nauką najgłębszą. A odkrycie, które zmienia nasze rozumienie rzeczy, może narodzić się przy biurku, na skrawku papieru, bez rozgłosu i bez miliardowego budżetu.